Patron Szkoły

Album powstańca

Moja prababcia patronem mojej szkoły.

Ostatnio, szperając razem z tatą w wielkim pudle zawierającym stare rodzinne dokumenty i zdjęcia, odkryłam coś co mnie bardzo zaskoczyło i ucieszyło.

Okazało się, że babcia mojego taty czyli moja prababcia – Jadwiga Filipkowska, jest patronem szkoły podstawowej w której się uczę! Jak to możliwe spytacie?

Otóż jestem uczennicą Szkoły Podstawowej nr  12 im. Powstańców Śląskich w Warszawie. A właśnie gdy oglądałam te wszystkie rodzinne pamiątki znalazłam stare pudełko po czekoladkach, na którym napisane było „Powstanie Śląskie” Gdy je otworzyłam okazało się, że zawiera ono bardzo dużo ciekawych dokumentów, zdjęć, notatek i listów z których wynika, że moja prababcia brała udział w powstaniu śląskim czyli też była Śląskim Powstańcem!

 

Paszport, który wydano prababci aby mogła wyjechać na Górny Śląsk.

Mój tata powiedział mi, że nasza rodzina nigdy nie mieszkała na Śląsku. Skąd zatem w 1920 r. wzięła się tam moja prababcia? Otóż okazało się, że jako młoda dziewczyna wychowywała się w patriotycznej rodzinie. Wydaje mi się, że w tamtych czasach było wiele takich rodzin. Czytałam fragmenty jej pamiętnika, który pisała gdy miała 12-13 lat (tyle co ja teraz). Wtedy Polska była pod zaborami i prababcia pisała, że nie może doczekać się wybuchu powstania oraz, że chce aby Polska stała się wolna. Sama wstąpiła do polskiego skautingu czyli harcerstwa, które właśnie powstawało. Może to harcerstwo przyczyniło się też do tego, że  była taka dzielna i że Ojczyzna była dla niej tak ważna? Bo okazuje się, że gdy miała 19 lat zostawiła wszystkie swoje sprawy, rodziców, ukochaną siostrę, studia (które dopiero rozpoczęła) oraz przyjaciół i wyjechała z Warszawy na Górny Śląsk aby wziąć udział w powstaniu. Uważała, że skoro Ślązacy nie chcą należeć do Niemiec  bo czują się Polakami to nie można ich zostawić samych. Chyba była zafascynowana śląską kulturą – ciekawe są zdjęcia w których z innymi dziewczynami przebierała się w śląskie stroje.

 

Prababcia z koleżankami w strojach śląskich

I tak zaczęła się jej wielka i niebezpieczna przygoda. Z odnalezionych w pudle dokumentów wynika, że na Górny Śląsk wyjechała latem 1920 roku. Na początku pracowała w Polskiej Organizacji Wojskowej na Śląsku w charakterze instruktorki w dziale służby kobiecej pomocniczej. W tym czasie, w szczególności zajmowała się przygotowaniem oddziałów sanitarnych i służby łączności.Potem pracowała w kancelarii Inspektoratu Głównego Polskiej Organizacji Wojskowej.

Jak wynika z kolejnych dokumentów a także listów jakie pisała do mamy i siostry, na początku została przydzielona do kancelarii Dowództwa Powstańczej Grupy Wschód. Tam chyba dużo współpracowała z Panem Michałem Grażyńskim bo jest z nim na wielu zdjęciach z tego okresu. Wiele z tych zdjęć prababcia opisywała i na jednym z nich mogłam przeczytać, że Pan Grażyński był Szefem Sztabu Grupy Wschód. Chyba ją bardzo cenił bo nawet po wielu latach wysłał jej swoją książkę opisującą losy powstania i napisał piękną dedykację.

 

 

Z kolejnych dokumentów jakie przeczytałam, dowiedziałam się, że prababcia nie chciała wcale siedzieć bezpiecznie z dala od walk. Dlatego poprosiła o przeniesienie jej z dowództwa Grupy Wschód do dowództwa jednego z walczących pułków (pułk VI im. Czarnieckiego). Tam też chyba po części zajmowała się przyjmowaniem i wysyłaniem meldunków i rozkazów. Wśród dokumentów znalazłam takie dziwne jakby tabelki z różnymi słowami. Tata mówi, że to musiał być powstańczy szyfr, którym prababcia pisała powstańcze meldunki. Chodziło o to aby w razie czego Niemcy nie dowiedzieli się co planują powstańcy.

Ale prababcia musiała też brać udział w bezpośrednich powstańczych akcjach bo wzaświadczeniu i podziękowaniu wydanym przez dowódcę pułku przeczytałam, że była bardzo dzielna, brała udział w każdej powstańczej akcji  i swoją odwagą potrafiła porwać za sobą innych powstańczych żołnierzy. Podobnie w jednym z dokumentów pisał Szef Sztabu Grupy Wschód – Michał Grażyński. W jednym z listów, który pisała do swojej siostry przeczytałam, że prababcia nosiła przy pasie rewolwer  i śmiała się, że wygląda „jak kowboj” – była więc wesoła i miała poczucie humoru.

 

Zaświadczenie wydane dla prababci przez jej dowódcę oraz zdjęcie Pułku, w którym walczyła moja prababcia –najprawdopodobniej zrobione przez nią samą.

W jednym z listów, które pisała do swojej siostry przeczytałam, że miała aparat fotograficzny i robi nim dużo zdjęć. Dlatego sądzę, że większość zdjęć z Powstania, które są w pudełku, wykonała sama. Na wielu z nich napisała, co przedstawiają i kto na nich jest. Są bardzo ciekawe.  Czasem są na nich uzbrojeni powstańcy, czasem pojedynczy ludzie. Po opisach na zdjęciach i dokumentach można czasem poznać gdzie były robione i gdzie prababcia była – a więc pojawiają się nazwy miejscowości takich jak: Bielszowice, Bytom, Przyszowice, Poręba, Piekary… Na jednym ze zdjęć jest powstańczy samochód pancerny (który powstańcy sami skonstruowali), którym podobno (tak wynika z jednego z listów) prababcia miała jeździć. Prababcia nazywała go „pancerówką” i poniżej zamieszczam jego zdjęcie, które mu zrobiła:

 

 

W jednym  listów do siostry, prababcia napisała, że otrzymała stopień kaprala wojsk powstańczych.

Wśród odnalezionych dokumentów jest jeszcze dokument przyznania Jadwidze Filipkowskiej
w dniu 05.07.1921r. „Śląskiej Wstęgi Waleczności i Zasługi” będącej odznaczeniem „za udział w walce o oswobodzenie ziemi górnośląskiej z pod jarzma pruskiego w powstaniu roku 1921”. Dokument ten podpisał sam Naczelny Komendant Wojsk Powstańczych.

Sądzę, że w tamtych czasach było wielu młodych ludzi, którzy tak jak moja prababcia nie bali się narażać swojego życia dla Ojczyzny. Ale dla mnie Jadwiga Filipkowska jest wśród nich jedyna i niepowtarzalna – bo jest moją prababcią.

Jestem dumna z niej dumna i uważam, że mało dziewczyn w dzisiejszych czasach byłoby tak dzielnych i odważnych jak ona.

Dorota Skrzeczyńska

absolwentka

Szkoły Podstawowej nr 12

im. Powstańców Śląskich w Warszawie